Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2013

Zlot Lakiernic "na bogato" - odsłona nie-pamiętam-która ;)

Wczoraj po raz kolejny spotkałyśmy się w gronie lakieroholiczek z Lobby Kosmetycznego, aby pofolgować swojej pasji ;) Było dziesięć fantastycznych kobiet, świetne jedzenie i mnóstwo, mnóstwo lakierów. Tym razem zlot był pod hasłem "na bogato", a więc miało się błyszczeć i iskrzyć. Udało się!

Oto link do zdjęć jednej z uczestniczek, które świetnie pokazują jak to wszystko wyglądało:
Początek
Entropia rośnie
Chaos! Mryhyhy :D

Ja malowanie zaczęłam od złotek ;)


Wskazujący: ChG I herd that, dalej: ChG Champagne Kisses, Golden Rose Crystal Colors 08, H&M Wawawoom

Na kciuku za to jest lakier, który wyjątkowo przypadł mi do gustu, bo jest taki inny niż wszystkie moje złotka:


Czyli Orly Glitz and Glamour. Muszę go upolować na targach w wersji mini albo spojrzeć na Catrice Oh my goldness, czy też Opi Goldeneye.

Na spotkaniu malowałyśmy również pierścionki! :D Jedna z lakiernic zrobiła nam niespodziankę i przyniosła essencowe pierścionki do zdobienia lakierami. Moje wyszły tak:




Efekt na dłoni:


Baza: Essie Blanc, Brokat: Opi The Living Daylights (zakochałam się w tym lakierze i MUSZĘ go mieć :D)



Baza: A England Camelot (cudowna czerń! całkowicie jednowarstwowa), Drobinki: Opi The man with the golden gun



Baza: A England Camelot + Opi On Her Majesty's Secret Service, Drobinki: China Glaze Solar Flare, czyli "monetki"


Efektem spotkania był też manicure "na bogato" z jakim ostatecznie pojechałam do domu. Bardziej bogato już być nie może, bo na czarnym A England Camelot jest top Opi The man with the golden gun, a więc płatki prawdziwego złota ;) 










Śliczna sprawa :D 

Ze spotkania wyszłam bogatsza o lakier Kiko z serii holograficznej #399 ;)




Z tego miejsca gorąco dziękuję Lakiernicom za miłe popołudnie i czekam na kolejne spotkanie! :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Opi - I Vant To Be A-Lone Star

Witam Was w pierwszym poście w Nowym Roku! Mam nadzieję, że Sylwester dla wszystkich był równie udany jak dla mnie i 1 stycznia powitałyście z radością i nadzieją, że nadchodzący rok będzie jeszcze lepszy niż poprzedni, czego sobie i Wam życzę :)


A teraz do dzieła...


Wyjęłam ten lakier do pierwszego zimowego swatcha i zastanawiam się jak mogłam o nim zapomnieć na tak długo! Jest ładny i pasujący do krótkich paznokci, a przy tym tak przyjemnie się nakłada, że usprawiedliwić się mogę tylko tym, że niewiele mam niebieskich ubrań i nie wiem z czym go zestawiać.





Lakier pochodzi z kolekcji Texas z wiosny 2011 roku. To szarawy błękit z połyskiem, który ociera się nieco o perłowy, ale zaklasyfikuję go jednak jako frost. Ładny, stonowany i dla mnie, przyzwyczajonej do dziwactw, bardzo klasyczny kolor. Wygląda zdecydowanie mroźnie i zimowo. 




Konsystencja rzadka. Nawet dla mnie wydaje się odrobinę zbyt lejąca, ale wolę to niż ciągnące się gluty. Maluje się jednak łatwo, nie smuży, ślicznie się poziomuje i stapia z poprzednimi warstwami. Do pełnego krycia wystarczą dwie, nawet niezbyt grube. 




Mam wrażenie, że pomalowane nim paznokcie wyglądają świeżo i czysto. Mimo nieco perłowego połysku nie wygląda tandetnie, czy tanio, bo drobinki są bardzo subtelne. Nie znać na nim również pociągnięć pędzelka. Lubię to!





sobota, 25 sierpnia 2012

Opi - Here Today... Aragon Tomorrow

Od lakieru Opi rozpoczęła się moja lakieromaniacka przygoda. Kupiłam wtedy Road House Blues i miałam poczucie odrobiny luksusu w ręku. Kilka miesięcy później moja lakierowa kolekcja urosła do prawie 60ciu sztuk i lakiery Opi nie robią już na mnie takiego wrażenia. Wiem już mniej więcej co lubię, jakich kolorów poszukuję i jakoś tak wychodzi, że kolekcje Opi mnie nie porywają. Za mało drobinek :D Są natomiast dwa takie lakiery, które uwielbiam i mieć musiałam, bo są absolutnie wyjątkowe, choć gorzko przyznam, że w tej wyjątkowości mieści się również ich ponadprzeciętna skłonność do odpryskiwania w rekordowym czasie.

Mowa o kolekcji welurowej - Suede, gdzie Opi zrobiło nowe wersje swoich wcześniejszych lakierów, tym razem jako maty. Miałam okazję wypróbować trzy: Russian Navy, którego już nie mam, bo nie byłam przekonana do koloru, You don't know Jacques oraz lakier z tytułu tej notki - Here today... Aragon tomorrow.




Pierwszy Aragon był prawie czarną ciemną zielenią, a welurowy jest sporo jaśniejszą i w dodatku z drobinkami. Trudno uwierzyć, że są swoimi odpowiednikami. To samo można z resztą powiedzieć o całej reszcie kolekcji Suede, choć nie jest to wadą, bo moim zdaniem jest ona ładniejsza niż pierwowzory. 




Miałam okazję już kilka razy się nim malować, więc i o trwałości, czy ogólnym komforcie używania mogę co nieco napisać. 
Lakier fajnie się rozprowadza i w przeciwieństwie do dwóch pozostałych welurowców nie zastyga w czasie malowania. Spokojnie da się nanieść na nim poprawki i można nawet mówić o delikatnym poziomowaniu czy wyrównywaniu się samodzielnym lakieru. To najlepszy według mnie lakier z tej kolekcji. 




Robiąc zdjęcia innych lakierów i teraz patrząc na to jestem trochę wstrząśnięta, że lakier wygląda tak... płasko :D Nie jestem zadowolona, że tak tu wyszedł, ale zostawiłam tę fotkę, bo dobrze jest na niej oddany kolor. Naprawdę fajna, lekko butelkowa zieleń. 




Lakier na paznokciach wygląda bardzo szykownie - przyciąga uwagę, bo jest niecodzienny. 
Niestety - raczej na jednorazowe wyjścia i to wyłącznie wtedy, gdy do torebki wrzucimy butelkę, żeby w razie odprysku zrobić poprawkę. Trwałość bowiem jest bardzo mizerna - odpryskuje w ciągu kilku godzin przy nieostrożnym obchodzeniu się z dłońmi. Zapomnijmy więc, że przetrwa jakieś intensywne zajęcia wymagające używania rąk. Wynagradza to do pewnego stopnia fakt, że schnie błyskawicznie - w ciągu kilkunastu sekund matowieje i jest suchy,więc wspomniane poprawki są jak najbardziej możliwe. 




Dorzucę kiedyś jeszcze zdjęcia, jak ładnie wygląda z nabłyszczającym topem ;) 






środa, 1 sierpnia 2012

Opi - Tickle My France-y

Lakier, który jest chyba największym rozczarowaniem w mojej skromnej lakierowej karierze. Miał przyjść neutralny, dość jasny róż, a przyszło rozbielone kakao w odcieniu sino-fioletowym. Dowód na to, że swatche w necie nie zawsze są wierne.


Moje rozczarowanie prawdopodobnie nie byłoby tak bolesne, gdyby lakier ładnie wyglądał na dłoni. 


Niestety, jak za chwile się okaże - lakier kompletnie nie pasuje do mojej karnacji i wyglądam trochę, jakbym miała niedobory tlenu :D 

Oprócz tego nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia - konsystencja lakieru jest doskonała. Jest dość rzadki, przyjemnie rozprowadza się pędzelkiem, nie pozostawia smug. Jest raczej półprzezroczysty - po dwóch warstwach może nadal przebijać końcówka paznokcia, ale w przypadku tego typu kolorów nie przeszkadza mi to. Trzy warstwy powinny był całkowicie kryjące. 


Pędzelek w lakierach Opi jest fantastyczny - szeroki na tyle, by nawet przy szybkoschnących lakierach nie dało się zrobić nim smug. Mógłby być jednak lekko zaokrąglony, łatwiej operowałoby się nim u nasady paznokcia. 


Niestety - jak widać na powyższym zdjęciu, lakier trudno jest nazwać zupełnie neutralnym i nierzucającym w oczy. Jego największą winą jest fakt, że nie daje wrażenia czystych, zadbanych i świeżych dłoni. Wprost przeciwnie - moje ręce wyglądają na zmęczone i ziemiste. 


Nie można mu co prawda odmówić uroku - na zdjęciach innych kobiet wygląda bardzo atrakcyjnie i nie jest taką porażką jak u mnie. Gdybym zamawiała ciemny brudny róż - pewnie bym się nie zdziwiła. 


Patrząc jeszcze raz na te zdjęcia mam lekkie wyrzuty sumienia, że tak surowo go oceniam - w gruncie rzeczy nie jest taki zupełnie tragiczny i może bym się w końcu do niego przekonała, ale wkrótce powędruje na wymianę za coś innego i może będzie lepiej służył ;) 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...