Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duochrom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duochrom. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2012

Douglas Absolute Nails - Fireworks

Jedna z wielu, naprawdę wieeeelu podróbek Peridota od Chanel. W sumie to trudno mówić tu już o podróbkach - z tego zrobił się po prostu kolor lakieru taki sam jak czerwony, czy niebieski :D Spośród tak wielu różnych lakierów za moją ulubioną wersję uznałam tą, która chyba najmniej wygląda jak oryginał :)




Odcień stworzony przez Douglasa to moim zdaniem najbardziej udany ze wszystkich. Ładniejszy niż oryginalny Peridot ;) Fireworks jest cieplejszy - odcień złota jest bardziej żółty, może nawet lekko przechyla się w stronę rudości. W oryginalne mamy za to zielonkawe złoto, które gryzie się z odcieniem moich dłoni. Szczęśliwa jestem, że udało mi się odkupić ten lakier, bo jego znalezienie w Douglasie to już niemożliwość. 




To drugi mój lakier Douglasa i ponownie mogę o nim powiedzieć, że jest naprawdę dobry.Co prawda życzyłabym sobie, żeby pędzelek miał jednak lekko zaokrąglone końce, jak u Catrice, ale to drobiazg. Konsystencja na 3+ - trochę gęsty i smużący, więc potrzeba staranności, żeby pociągnięcia pędzelka widoczne po wyschnięciu były równe. 




Efekt duochromowy jest dość wyraźny, ale na paznokciu nie rozwijają się wszystkie widoczne w butelce odcienie. Nie ma po prostu takiego zagięcia powierzchni, żeby zobaczyć niebieski, czy nawet granatowy kolor, który widać dokładnie przy kątach buteleczki. 




Nie jest to może mój ulubiony lakier, ale gdy mam ochotę pogapić się na swoje paznokcie - jest idealny :D




poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Colour Alike - Diskorelaks #118

Jednak wrzucę coś dzisiaj :)

Pogoda nie dopisuje, jest szaro, buro i nie ma słońca, ale lakier sfotografował się całkiem całkiem.
Mowa o drugim z trzech holograficznych lakierów, jakie dotychczas wypuściło Colour Alike, a mianowicie - Diskorelaks. Nazwa trafiona w 100% :D



Lakier ten to szaro-fioletowy duochrom z holograficznymi drobinkami. Trudno mu się zdecydować, czy woli być bardziej szary, czy bardziej fioletowy. Wygląda trochę, jakby był szarością, na którą ktoś wylał bladofioletowy olej :D Nie wiem, czy moje porównanie jest czytelne, ale wydaje mi się bardzo trafne.



W przeciwieństwie do CA Światło proszę #108 efekt holo widoczny jest nawet w słabym świetle. Dość silnie widać w nim złoty i zielony odblask. Jest szalenie urodziwy, czego dowodzi fakt, że kupiłam go mimo mojej niechęci do fioletowych lakierów ;) 


Przy okazji - nie wiem jak to się dzieje, ale baaaardzo często na lakierze robią mi się takie zadziorki jak ten widoczny na środkowym palcu. Nie wiem, czy pochodzą one z lakieru, czy są zupełnie osobnym bytem, ale drażnią mnie niezmiernie. 


Formuła lakieru bez zarzutu - jest dość rzadki, nie robi smug i kryje w dwóch warstwach. Świetnie się poziomuje, więc nie ma mowy o prześwitach. Oj lubimy się z lakierami Colour Alike :) 


Zdecydowanie podoba mi się jego ziarnista powierzchnia - podobnie jak w Światło proszę. Widocznie jest to zasługa holo drobinek, bo Szara Migotka, nad którą również dzisiaj się zastanawiałam była podobna. 



Tutaj w nieco bardziej bezpośrednim świetle:



I jeszcze jedno spojrzenie, gdzie najlepiej widać jaki to odcień fioletu. Przy okazji wiem, że jednak wrzosowe odcienie robią moim dłoniom krzywdę ;) 



Liczę, że wyjdzie jeszcze dzisiaj słońce ;)




poniedziałek, 30 lipca 2012

H&M Lady Luck

Lakiery H&M są jednymi z moich ulubionych. Do ich zalet zaliczam przede wszystkim interesujące, często zmieniające się kolekcje i naprawdę olbrzymi wybór. Zarówno wielbicielki grzecznych, delikatnych nudziaków, jak i szalonych metalowców znajdą coś dla siebie. Ja, zaliczając się do obu grup, jestem  zachwycona za każdym razem, gdy wchodzę na dział z kosmetykami :)

Do rzeczy:



Lady Luck, czyli lakier o wykończeniu frost z efektem duochrome. Najlepiej oddają gamę jego odcieni zdjęcia butelki, bo na paznokciach wychodzi już bardziej jednolicie, a przy okazji aparat uparł się, żeby fotografować tylko jeden wybrany z jego odcieni. 

Kolor zmienia się od jasnego zielonego bez dodatku niebieskości, przez intensywny turkus, aż do granatu, który niestety widoczny jest chyba tylko w butelce. 

Przypomina mi bardzo Sparitual Rhytm of life. Przy okazji - wyprzedził China Glaze, które w kolekcji New Bohemian wprowadzi odcień Deviantly Daring :) Na zdjęciach wydają się być swoimi odpowiednikami, przy czym patrząc tylko na swatche w sieci - Lady Luck dla mnie wygrywa :) Dodajmy, że przy okazji jest tańszy i dostępny stacjonarnie. 



Na zdjęciach są dwie warstwy lakieru pokryte topem Poshe. 

Lady Luck lubi bezlitośnie obnażać każde pociągnięcie pędzelka. Sprawia to, że póki co nie umiem znaleźć kompromisu pomiędzy ładną linią przy skórkach, a niewidocznymi okrężnymi pociągnięciami pędzelka. Miejmy nadzieję, że dojdę do wprawy.

Konsystencja lakieru znakomita - dobrze położona pierwsza warstwa w zasadzie mogłaby wystarczyć, ja jednak zawsze nakładam dwie cieńsze. Nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt rzadki. Ładnie się poziomuje jak na frosta. 

Pędzelek wygodny, dość miękki i okrągło zakończony, a przy tym szerszy niż np. w lakierach Essie. 

Trwałości ocenić nie umiem. Żaden lakier nie trzyma się u mnie dłużej niż 2 dni, bo bardzo szybko ścierają mi się końcówki. Na pewno jednak nie jest to bubel, który odpryskuje po jednym dniu. 


Schnie... no ok schnie :) Z Poshe wszystko schnie doskonale, nie ma w tej kwestii wyjątków. Pierwsza warstwa wysycha przyzwoicie, po minucie mogę nakładać drugą warstwę i top.



Jestem z niego szalenie zadowolona :) Nie byłam przekonana, czy będę miała do czego nosić turkusowy lakier, a okazało się, że malowałam nim ze 3 lub 4 razy odkąd go kupiłam ze trzy tygodnie temu, co daje niezły wynik biorąc pod uwagę, że przez tydzień chodziłam goła :) 

Podsumowując: zdecydowanie wart kupna. Przyciąga uwagę :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...